Rowerowy sposób na…psa!

Zapewne nie jeden raz przejeżdżając gdzieś przez jakąś mieścinę mieliście okazję spotkać przedstawicieli takiego oto gatunku:Trzeba przyznać, że nawet najbardziej niepozorny, najmilej wyglądający psiak może uprzykrzyć jakże wspaniałe chwile spędzane na rowerze. Poniżej przedstawiam, kilka moich wypróbowanych sposobów jak sobie poradzić w przypadku gdy rzuci się taki za nami w pościg próbując złapać nas za nogę. Podobno wszystko rozchodzi się o ruch związany z pedałowaniem i w momencie gdy przestaniemy bestia powinna odpuścić. No cóż, czasami to nie pomaga. A więc, gdy takiego zauważymy na swojej drodze zachowajmy czujność, starajmy się szybko ocenić sytuację i zastosować poniższe:

1. Spieprzamy ile sił w nogach! Sposób bardzo skuteczny ponieważ długo za nami pies nie pobiegnie i po chwili odpuści. Problem pojawia się w momencie gdy jesteśmy na morderczym podjeździe lub targamy ze sobą bagaż w sakwach i długo nie damy rady uciekać czy po prostu jesteśmy już totalnie zajechani po całym dniu jazdy i nie mamy sił na ucieczkę.

2. Woda, którą mamy w bodonie. Chlapiemy psa bezpośrednio z bidonu lub nabieramy w usta i spluwamy w stronę psa.

3.  Dynamicznie zeskakujemy z roweru stawiając go między nami a psem – bardzo skuteczny sposób wypróbowany wiele razy. Można jeszcze nakrzyczeć w kierunku psa lub zrobić jakiś energiczny ruch w jego stronę – efekt murowany.

4. Tego sposobu nie musiałem jeszcze używać ale jestem na niego zawsze przygotowany a mianowicie – gaz pieprzowy, który może się przydać nie tylko na psy…

Sposoby 1-3 stosuję naprzemiennie w zależności od wielkości agresora i stopnia jego zaangażowania w chęć odgryzienia mi czegoś. A Wy jakie macie sposoby na wyjście z takich opresji?

Dzień wolny od pracy w środku tygodnia

Pierwsze dni lutego przyniosły bardzo ładną pogodę (+10°C). Oprócz codziennych dojazdów na rowerze do pracy dawno już nie jeździłem tak aby czerpać z tego pełnymi garściami. Nie zastanawiając się więc długo wziąłem wolne w środku tygodnia z zamiarem spędzenia tego dnia na rowerze. Plan był jeden – wstać wcześnie rano, spakować się i wymęczyć na maksa. Kierunek – byle dalej poza miasto. W las…

Na początek wybieram niebieski szlak, chociaż szlak Św. Jakuba towarzyszył mi praktycznie przez cały dzień. 

Z góry Św. Marcina udaję się w stronę Trzemesnej mijając po drodze urokliwy kościółek w Zawadzie.

Po przejechaniu kilku kilometrów asfaltem w końcu odbijam w las :-D

Początki nie zwiastują tego co mnie później czeka…

Jak wspominałem wcześniej Św. Jakub towarzyszył mi na każdym kroku. 

No i zaczęło się tak…

a skończyło tak. Nie pytajcie jak ja wyglądałem :P


Celem dzisiejszej przejażdżki była wieża widokowa na Brzance.

Chwila na podziwianie widoków, lunch, ciepła herbatka i dalej w drogę bo zaczynało się robić chłodno. W sumie przejechałem 65km . Podgląd trasy tutaj.